Lwów

W tym roku do Lwowa po raz pierwszy udałam się zimą. Jak do tej pory każda moja wycieczka na Ukrainę była w czasie wakacji, gdy prażyło słońce. Tym razem udałam się tam na początku marca, gdzie pogoda przez cały czas była mroźna.

Co polecam zrobić we Lwowie? Zgubić się. Każda z uliczek jest tak urokliwa, że warto wejść tam, gdzie nie każdy odważy się wejść. Warto wejść jest tam, gdzie nie jest to opisane w przewodniku. Zwiedzając nowe miejsca staram się iść przed siebie, nie patrzeć na to, gdzie kieruje mnie w tym momencie przewodnik, czy gps. Idę tam, gdzie stwierdzam „o, tam jest ładnie, chodźmy tam!” i wychodzę na tym najlepiej.

Must have do zobaczenia we Lwowie? Opera, Rynek, Cmentarz Orląt Lwowskich. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć 🙂

Must have miejsce do wypicia piwa? Мазох-Cafe. Miejsce z charakterem, gdzie jednocześnie przy dużej sławie w dalszym ciągu utrzymuje swój poziom.

Miejsce, którego nie polecam? Włoski ogródek, Rynek 6 – a już na pewno nie zimą. W moim odczuciu posiada za dużą rozsianą renomę, w stosunku co przedstawia. Jeść nie było mi tam dane, jednak aby wejść do środka musieliśmy zapłacić 10 UAH, gdzie po wejściu zobaczyliśmy remont, a nie klimatyczne miejsce.

Jak można dostać się do Lwowa? W każdy sposób! 🙂 Obecnie połączenia samolotem są coraz tańsze. Obecnie na 2 tygodnie przed bez najmniejszego problemu możemy kupić już bilet z Wrocławia za 129 zł, czy z Katowic za 89 zł.

Zrzut ekranu 2018-07-28 o 01.10.33

Zrzut ekranu 2018-07-28 o 01.12.53

Oprócz połączeń lotniczych dostępne są również połączenia autobusowe, czy pociągowe, które również można kupić za śmiesznie niskie pieniądze. Dla odważnych istnieje również opcja stopem 🙂

 

 

Reklamy

Pierwsze wrażenia po ASR

Wczoraj w nocy wróciłam z Auto Stop Race, czyli największego autostopowego wyścigu. Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się pojechać tam stopem. Jak robić coś głupiego to kiedy jak nie wtedy, gdy jest się młodym?

Moje pierwsze wrażenia? Było ekstra i muszę przyznać – przez całą drogę trafialiśmy na bardzo przyjaznych i otwartych ludzi. Jednak dwie podróże mocno zapadły mi w pamięć:

  1. Staliśmy w czeskiej wsi z myślą, że żadne auto się nie zatrzyma, ponieważ w miejscu w którym staliśmy większość osób skręcała do sklepu na zakupy, a nikt nie jechał dalej. Po jakichś 10 minutach zatrzymał się samochód – malutki czerwony. Miejsca tyle, że same nasze plecaki ledwo się mieściły. Przemiły Pan zaproponował nam, że może nas zawieźć w lepsze miejsce do łapania stopa, czyli na autostradę jadącą na Czechy, ale po drodze chciałby zatrzymać się w paru miejscach, ponieważ wyruszył rano z domu aby zrobić zdjęcia natury tuż po wschodzie słońca. W efekcie zatrzymywaliśmy się w pięknych miejscach, gdzie sami staliśmy i podziwialiśmy jak w danym miejscu jest pięknie, a Pan który finalnie okazał się zawodowym fotografem w czasie drogi opowiadał nam jak w naszym wieku łapał stopa i zwiedzał w ten sposób Europę.
  2. Następnego dnia znaleźliśmy się przed Florencją i chcieliśmy jechać w stronę Rzymu. Jedna z pierwszych osób, z którymi rozmawialiśmy zaproponowała nam, że może zawieźć nas do połowy drogi, ponieważ później zjeżdża z autostrady. Uznaliśmy, że to super pomysł, ponieważ całą drogę wyznawaliśmy zasadę „czym bardziej na południe tym lepiej, nawet jeśli to tylko 50 km”. W czasie jazdy okazało się, że nasz kierowca jest muzykiem i to całkiem znanym we Włoszech. Pokazywał nam filmiki jak grał dla 20 000 osób. Pod koniec drogi zaproponował nam nawet, że jeżeli chcielibyśmy wracać z Włoch do Polski w ten sposób to może porozmawiać ze znajomymi czy nie mogliby nas podwieźć jakąś część drogi we Włoszech.

Moja złota rada? Nie bać się zwiedzać świata również w ten sposób. Jeżeli ktoś zgadza się nas zabrać znaczy to, że chce pomóc i, jest otwartą osobą. Porozmawiaj z tą osobą – na 100% opowie Ci historię, która zapadnie Ci mocno w pamięci. A co najważniejsze – podróże kształtują charakter 🙂

Izrael cz. 2

W tym miesiącu udało mi się wylecieć do Izraela, do Eilatu. Na wyjazd wybrałam się w pierwszej po≥łowie lutego. Na szczęście pogoda nam dopisała i mogliśmy w pełni korzystać z izraelskiego słońca. Dzięki tanim połączenim kierunek ten staje się coraz bardziej popularny. Według serwisu kayak.com biorąc pod uwagę ubiegły rok wyszukiwania lotów do Tel-Awiwu wzrosły o 318%. My lot mieliśmy o 6.25 z Warszawy, lecieliśmy tam Wizzairem i na miejscu byliśmy 4 dni – 3 noce. W tym czasie udało się nam zobaczyć miasto Eilat, Red Canyon, Rezerwat Rafy Koralowej. Byliśmy również na kolacji w namiocie.

Myśląc o samej kulturze oczywiście różni się od naszej polskiej. Na miejscu panują inne obyczaje, inne sytuacje zdarzają się na porządku dziennym. W tym wpisie postaram się przedstawić podstawowe różnice jak i cechy charakterystyczne dla tego miejsca.

1. Wchodząc do galerii musicie przejść przez bramki jak na lotnisku, wasza torba jest sprawdzana pod względem tego, czy nie wnosicie ze sobą jakichś niebezpiecznych rzeczy.

2. Dostęp do broni jest bardziej liberalny. Na ulicy bez najmniejszego problemu można spotkać człowieka ubranego w normalne ubrania noszącego ze sobą broń – często również maszynową.

3. W autobusach często jeździ ochrona, która oczywiście również jest wyposażona w broń.

4. Po 23.00 nie kupisz alkoholu w sklepie.

5. Mają miękką, dobrej jakości wodę – moje włosy przez cały wyjazd były na prawdę w dobrym stanie.

6. Jest drogo. Nawet woda kosztuje nas średnio 5-8 szekli.

7. Autobusy jeżdżą jak chcą. Wiele razy zdarzyło mi się czekać na przystanku na autobus, który ostatecznie w ogóle nie przyjechał.

8. Jest bardzo dużo Polaków – turystów.

9. Mieszkańcy tego kraju mówią bardzo dobrze po angielsku – i starsi, i młodsi.

A wy? Jakie różnice zauważyliście podczas waszego wypadu?

 

IMG_0308IMG_1002IMG_0883

Izrael

Dokładnie za 4 dni lecę do Izraela do miasta Eljat. Starając się przygotować do tego wyjazdu przejrzałam wiele stron internetowych opisujących to miejsce – niestety, ale z marnym skutkiem. Spędziłam dwa dni na szukaniu przewodników, dzwoniłam chyba do wszystkich księgarni we Wrocławiu – oczywiście skutek był podobny. Co więcej – kontaktując się z jedną z księgarni uzyskałam odpowiedź, że w sumie to w języku polskim jest problem z przewodnikami i jak chcę to może mi ściągnąć jakiś z Wielkiej Brytanii. Moim następnym krokiem było przeszukanie wrocławskich bibliotek. Jest! Udało się! Dojazd w to miejsce zajął mi godzinę z hakiem w jedną stronę, ale mam! Teraz pozostaje tylko czekać na samolot, przejść granicę, o której można się wiele naczytać. I oto będę w ciepłym miejscu, w ciepłym kraju. Na tą chwilę zapowiedziane są nawet 32 stopnie.

Izrael – Stay tuned!