Izrael cz. 2

W tym miesiącu udało mi się wylecieć do Izraela, do Eilatu. Na wyjazd wybrałam się w pierwszej po≥łowie lutego. Na szczęście pogoda nam dopisała i mogliśmy w pełni korzystać z izraelskiego słońca. Dzięki tanim połączenim kierunek ten staje się coraz bardziej popularny. Według serwisu kayak.com biorąc pod uwagę ubiegły rok wyszukiwania lotów do Tel-Awiwu wzrosły o 318%. My lot mieliśmy o 6.25 z Warszawy, lecieliśmy tam Wizzairem i na miejscu byliśmy 4 dni – 3 noce. W tym czasie udało się nam zobaczyć miasto Eilat, Red Canyon, Rezerwat Rafy Koralowej. Byliśmy również na kolacji w namiocie.

Myśląc o samej kulturze oczywiście różni się od naszej polskiej. Na miejscu panują inne obyczaje, inne sytuacje zdarzają się na porządku dziennym. W tym wpisie postaram się przedstawić podstawowe różnice jak i cechy charakterystyczne dla tego miejsca.

1. Wchodząc do galerii musicie przejść przez bramki jak na lotnisku, wasza torba jest sprawdzana pod względem tego, czy nie wnosicie ze sobą jakichś niebezpiecznych rzeczy.

2. Dostęp do broni jest bardziej liberalny. Na ulicy bez najmniejszego problemu można spotkać człowieka ubranego w normalne ubrania noszącego ze sobą broń – często również maszynową.

3. W autobusach często jeździ ochrona, która oczywiście również jest wyposażona w broń.

4. Po 23.00 nie kupisz alkoholu w sklepie.

5. Mają miękką, dobrej jakości wodę – moje włosy przez cały wyjazd były na prawdę w dobrym stanie.

6. Jest drogo. Nawet woda kosztuje nas średnio 5-8 szekli.

7. Autobusy jeżdżą jak chcą. Wiele razy zdarzyło mi się czekać na przystanku na autobus, który ostatecznie w ogóle nie przyjechał.

8. Jest bardzo dużo Polaków – turystów.

9. Mieszkańcy tego kraju mówią bardzo dobrze po angielsku – i starsi, i młodsi.

A wy? Jakie różnice zauważyliście podczas waszego wypadu?

 

IMG_0308IMG_1002IMG_0883

Reklamy

Izrael

Dokładnie za 4 dni lecę do Izraela do miasta Eljat. Starając się przygotować do tego wyjazdu przejrzałam wiele stron internetowych opisujących to miejsce – niestety, ale z marnym skutkiem. Spędziłam dwa dni na szukaniu przewodników, dzwoniłam chyba do wszystkich księgarni we Wrocławiu – oczywiście skutek był podobny. Co więcej – kontaktując się z jedną z księgarni uzyskałam odpowiedź, że w sumie to w języku polskim jest problem z przewodnikami i jak chcę to może mi ściągnąć jakiś z Wielkiej Brytanii. Moim następnym krokiem było przeszukanie wrocławskich bibliotek. Jest! Udało się! Dojazd w to miejsce zajął mi godzinę z hakiem w jedną stronę, ale mam! Teraz pozostaje tylko czekać na samolot, przejść granicę, o której można się wiele naczytać. I oto będę w ciepłym miejscu, w ciepłym kraju. Na tą chwilę zapowiedziane są nawet 32 stopnie.

Izrael – Stay tuned!

Niagara Falls

Będąc przy Wodospadzie Niagara miałam niesamowite szczęście ze względu na bardzo słoneczny dzień i niezwykle wysoką temperaturę. Ze względu na to, że większość swoich wakacji spędziłam w stanie Massachusetts ta wycieczka w jedną stronę zajęła nam około 5-6 godzin (do przejechania mieliśmy 400 mil). Na miejscu spędziliśmy jakieś 8 godzin, co w zupełności nam wystarczyło do zwiedzenia wszystkich punktów, które chcieliśmy zobaczyć po amerykańskiej stronie.

Pierwszym miłym zaskoczeniem dla mnie był bezpłatny parking, gdzie niedaleko wejścia udało się nam zostawić samochód. Drugim zaskoczeniem był fakt, że na terenie, na którym przebywaliśmy praktycznie wszędzie było darmowe wi-fi, co dla nas w obecnym momencie było bardzo ważną informacją 🙂

Niestety, ale po zobaczeniu jak wygląda wodospad na początku byłam lekko zawiedziona – w moim wyobrażeniu tam powinno być wszystko „większe”, jednak moje błędne wyobrażenie szybko zostało rozwiane. Naszą pierwszą wycieczką było dopłynięcie statkiem jak najbliżej jest to możliwe (Maid of the mist). Przed wejściem na statek dostaliśmy niebieski płaszcz przeciwdeszczowy, który był tak duży, że spokojnie mogłabym owinąć się nim jakieś pięć razy a i tak zostałoby wolne miejsce. Jednak już w pierwszych minutach płynięcia byłam bardzo wdzięczna, że mam na sobie ten kaptur i płaszcz. Co więcej, gdybym pod koniec wycieczki nie założyła okularów przeciwsłonecznych oraz kaptura na twarz to zdecydowanie nie miałabym więcej makijażu. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to dla mnie wspomnienie niezapomniane.

Drugim miejscem, gdzie wstęp był dodatkowo płatny było Cave of the Winds, gdzie oprócz żółtego płaszcza przeciwdeszczowego dostaliśmy reklamówkę na nasze buty oraz piankowe sandały. Tam zaś zdecydowanie byłam cały czas mokra, niewiele zdało się „specjalne przebranie”. Ale było warto! Gdybym miała możliwość zdecydowanie wybrałabym się tam jeszcze raz. Cieszyłam się jak dziecko gdy woda z wodospadu mnie oblewała. Rada: weźcie dodatkowe ciuchy na przebranie.

Oprócz płatnych miejsc mamy możliwość zwiedzenia parku, poleżenia na trawie z widokiem na wodospad oraz zrobienia wielu pięknych zdjęć wodospadu.

A wy jak wspominacie swoją wycieczkę w to miejsce? Podzielcie się wspomnieniami w komentarzach. 🙂

0AF06699-2C0D-4C27-8374-1A9360097828

0BBDE771-DA91-47B8-B6F9-142D662E5C07

0D1E3266-F3E1-4353-90A0-49A540F7D5B3

1F73A002-93C3-47F3-8695-344F5517C683

3D0D7048-58A5-4C22-B314-7DACA04CC2C8

 

1733A1F6-CB0D-49DA-A32F-8160FE832F57

 

 

Death Valley, czyli Dolina Śmierci

O tym miejscu naczytałam się chyba najwięcej jeśli chodzi o całą moją podróż. Do parku przyjechałyśmy jeszcze przed wschodem słońca – w okolicach godziny 4:00. Wierzcie lub nie – już nawet o tej godzinie było mi przeraźliwie gorąco, a warto zaznaczyć, że moja wycieczka odbyła się na przełomie września i października. Po dotarciu do Parku Narodowego chciałam zakupić bilet wejściowy, ale tym razem miałam szczęście i automat pokazał, że tego dnia jest darmowe wejście!

Jeden z pierwszych widoków jakie dane było mi zobaczyć był wschód słońca. Niestety, mój widok był częściowo zasłonięty, przez co nie miałam szans, żeby zobaczyć wschodu słońca w pełnej okazałości, jednak w moim odczuciu widoki i tak jest piękny! Po wschodzie słońca przyszedł czas na śniadanie. Ogólnie takie śniadanie polecam każdemu – jadłam je na świeżym powietrzu w pięknym otoczeniu – wierzcie lub nie, ale było to jedna z najlepszych kanapek jakie jak do tej pory jadłam. Zaraz po śniadaniu pobrałyśmy mapę parku, aby łatwiej było się nam po nim poruszać.

Pierwszym punktem na naszej wycieczce była piaszczysta pustynia. Pomimo tego, że byliśmy tam zaraz po wschodzie słońca i tak było tam strasznie gorąco. O dziwo znalazłyśmy tam fragmenty zieleni. Jednak niestety, ale nie udało się nam zobaczyć ruszających się kamieni, ponieważ według oznaczeń droga była zamknięta – przynajmniej tak wynikało z przedstawionych nam komunikatów.

Jednym z punktów naszej wycieczki była jazda przez bardzo wąskie i kolorowe korytarze. W paru punktach zastanawiałam się, czy aby napewno zmieszczę się na danym zakręcie z autem, jednak według znaków które pojawiają się przed wjazdem mieściłyśmy się w górnych, dopuszczalnych granicach.

Naszym przed ostatnim punktem wycieczki było Badwater, które było moim chyba największym marzeniem w tym Parku Narodowym. Jest to niewielkie słone jezioro, które jednocześnie jest najniżej położonym miejscem w Ameryce Północnej (-85,5 m p.p.m.). O tym miejscu naczytałam się wiele przestróg – że trzeba dużo pić, że człowiek łatwo się odwadnia, że bez nakrycia głowy to lepiej tam nie wychodzi, że po 10.00 rano to lepiej tam nie przebywać. Patrzyłam na to z lekkim przymróżeniem oka, ale uwaga – to prawda! W ten punkt przyjechałam około 10.00, spędziłam tam jakieś 30 minut. Pierwsze wrażenie po wyjściu z samochodu? Nie mogę oddychać, mam problemy ze złapaniem oddechu. Kolejne wrażenie? Czuję sól na swoim ciele – na ustach i nogach. W ciągu 30 minut wypiłam tam litr wody, a po wejściu do samochodu kolejny litr i ciągle chciało mi się pić! Pomimo czapki na mojej głowie czułam jak bardzo słońce grzeje mnie w głowę, a początki października nie pomagały tej sytuacji. Zaczęłam rozumieć w tamtej chwili, czemu gdy chciałam zarezerwować nocleg na campingu wyskoczył mi komunikat, że jest to niemożliwe ze względu na zbyt wysokie temperatury tam panujące.

Ważne! Będąc w Dolnie Śmierci należy pamiętać o paru kwestiach. Pierwsza to ciągle uzupełniać płyny – przypominają o tym nam również komunikaty w łazienkach, które opisują nawet poziom naszego nawodnienia w stosunku do koloru naszego moczu! Druga to uzupełnienie baku w naszym samochodzie. Paliwo w Dolnie Śmierci i jej okolicach jest bardzo drogie, stąd warto zatankować przed zjazdem do Parku. Ja miałam to szczęście i udało mi się zatankować za bardzo niską cenę. Oprócz tego – obserwujcie temperaturę w waszym aucie. Podczas wycieczki zaobserwowałam, że temperatura auta na wskaźniku się podniosła i było to moim bardzo dużym zmartwieniem. Dodatkowo, w Dolinie Śmierci nie ma zasięgu – ja swój straciłam około 70 mil przed Parkiem. Nie bez powodu te tereny są stale patronowane przez strażników, którzy w każdej chwili udzielą nam pomocy. Warto mieć ze sobą mapę – również taką papierową i nie zapomnijcie nosić  nakrycia głowy, ponieważ o udar cieplny nie trudno w takich warunkach.

Dajcie znać w komentarzach jeśli macie jakieś pytania!

IMG_0075

IMG_0251 2

IMG_1133

IMG_1179 3

IMG_4755

IMG_9369

IMG_9433

IMG_6530

Horseshoe Bend Observation Area

Horseshoe Bend Observation Area, czyli miejsce które znam z książki od geografii, jest oddalone od Wielkiego Kanionu mniej więcej 2 godziny drogi oraz około 10 minut od Page. Ja osobiście udałam się z Wielkiego Kanionu w kierunku „podkowy”, a drogę zdecydowanie polecam, ponieważ możemy zobaczyć piękne widoki na typową arizońską pustynie.

Według mnie jest to miejsce, gdzie grzechem byłoby się nie wybrać oraz które zdecydowanie znajdowało się dla mnie na liście miejsc do odwiedzenia w USA. Polecam każdemu – na prawdę warto. Na samym początku wygląda to dosyć niepozornie, ponieważ odnosimy wrażenie, że parking znajduje się pośrodku niczego. Następnie przed nami około 15 minutowy spacer (3/4 mili, około 1.27 km) przez tereny pustynne, gdzie na początku mojej wędrówki powitał mnie komunikat o tym aby się nawadniać, ponieważ temperatury są bardzo wysokie. Po przybyciu do naszego celu widzimy rzekę Kolorado, która zawija się o 270°. Warto pamiętać, że trzeba tam szczególnie uważać, ponieważ brzeg naszego urwiska w żaden sposób nie jest zabezpieczony, a według informacji jakie znajdziemy na początku naszej wędrówki, w dół jest aż 305 m!

IMG_2835

IMG_9101

Następnie po krótkim spacerze widzimy jeden z najciekawszych biegów rzeki, który jak do tej pory widziałam w życiu.

IMG_1083

IMG_0213

Dokładny adres po którym możecie znaleźć to miejsce to: Page, Arizona 86040, Stany Zjednoczone

 

Pierwsze wrażenie w USA

Wylądowałam w USA – byłam zmęczona, chciałam znaleźć się tylko w łóżku w wygodnej pozycji oraz wziąć prysznic. Po 11 godzinach lotu miała rozpocząć się moja przygoda życia. Wraz z moim pracodawcą oraz osobami które razem ze mną miały rozpocząć swoją przygodę byliśmy umówieni w wyznaczonym miejscu. Po dotarciu w nasze umówione miejsce poznałam ludzi, z którymi miałam spędzić najbliższe 4 miesiące.
Moje pierwsze wrażenie? Ja ich nie rozumiem. Przez pierwszą godzinę byłam pierwszą nieanglojęzyczną osobą w tym towarzystwie. Jednak gdy tylko przedstawiłam się skąd jestem wszyscy przywitali mnie bardzo przyjaźnie i starali się mówić prostszym językiem – nie slangiem, mówili pełnymi wyrazami – nie skracali ich. Każdy starał mi się pomóc jeśli tylko czegoś nie rozumiałam. Warto pamiętać, że język jakiego używamy w normalnej mowie nie jest tym językiem, którego uczyliśmy się w szkole.  Nikt tutaj nie zwraca uwagi na formy gramatyczne – ważne żeby się dogadać. 🙂 Więc nie bójcie się jeśli chodzi o poziom waszego języka – dacie radę. Ja pomimo dobrych ocen z angielskiego w szkole również potrzebowałam chwili czas aby się oswoić z tego typu mową 🙂

 

37757502-5D26-4F95-A58A-16FAFCEFC77A

IMG_2229

Wielki Kanion

Do tego Parku Narodowego udało mi się dotrzeć na przełomie września i października. Temperatura była optymalna – nie miałam ciągłego wrażenia, że się roztapiam ani, że zamarzam z zimna – lekki sweter wystarczył, a chwilami z chęcią się go pozbywałam.

Pierwsze wrażenie gdy zobaczyłam Wielki Kanion? JA JUŻ TO WIDZIAŁAM. Wielki Kanion jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc na Ziemi, a przed przyjazdem w to miejsce naoglądałam się tylu zdjęć, filmików, że ciągle odnosiłam wrażenie, że ja już w tym miejscu byłam. Jednak mimo wszystko każda chwila spędzona w tym miejscu zabierała mi dech w piersiach. Miejsce to zostało wpisane na listę dziedzictwa UNESCO jako najbardziej spektakularny przełom rzeki na świecie, a długość kanionu wynosi prawie tyle co długość Polski mierzona ze wschodu na zachód.

Zwiedzanie Wielkiego Kanionu rozpoczęłam od obejrzenia wschodu słońca. Dla tych co planują wybrać się w to miejsce – serdecznie polecam. Fakt, było wtedy przeraźliwie zimno, a ja nie byłam przygotowana na taką temperaturę, jednak ten widok będę pamiętać bardzo długo i jest on tego zdecydowanie warty. Następnie z podróżowania samochodem przerzuciłam się na zwiedzanie Wielkiego Kanionu darmowym busikiem, który zatrzymuje się na wszystkich punktach widokowych, które znajdują się na mapie, która prezentuje się w taki sposób . Mniej więcej po 4-5 godzinach zwiedzania uznałyśmy, że tego dnia chcemy podjechać jeszcze w jedno miejsce, które było oddalone od nas mniej więcej 150 mil.

Wrażenia dotyczące Wielkiego Kanionu? Jeśli tylko masz możliwość tam pojechać – jedź. Przez cały dzień biegałam tam jak małe dziecko w sklepie z zabawkami. Chciałam zobaczyć kanion z każdej możliwej strony. Co więcej – potrafiłam siedzieć w jednym punkcie przez 30 minut i tylko się patrzeć w przestrzeń. Wrażenia zdecydowanie niesamowite. Dodatkowo przed wyjazdem polecam przestudiować oficjalną stronę Wielkiego Kanionu, gdzie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie nurtujące Was pytania.

 

IMG_6978 3

IMG_9334

IMG_5578 2

IMG_1076

IMG_6213 3

IMG_6995

IMG_8261 2

IMG_2076 2